sobota, 5 maja 2018

FAV OF APRIL

#1 Avengers: Infinity War
SPOILER ALERT
From: Me
To: Marvel
NIE O TO NAM CHODZIŁO, MÓWIĄC, ŻEBYŚCIE NIE ZABIJALI TONY'EGO I STEVE'A!

Ogólnie to najbardziej było mi szkoda Petera. Jak on się przytulił do Starka mówiąc, że nie chce odchodzić. Moje serce rozbiło się na milion małych kawałeczków. No nie powiem, ugodziło mnie to w serce. Śmierć Strange'a również mnie zabolała. A jeszcze bardziej scena końcowa z udziałem Tony'ego. Jak to mój przyjaciel powiedział przed rozpoczęciem filmu: tylko się nie rozpłacz jak Starkowi się coś stanie. Było blisko. 
Plus nie wierzę, że byliby w stanie zrobić z Lokiego takiego idiotę! To nie mógł być on.
Ale tak typowo, zostaliśmy na napisach no bo po nich jeszcze jest zawsze jakaś scena. Mina tego pana, który stał na dole z koszem - bezcenna. To mi w sumie humor poprawiło.

#2 HYBRYDY
Mój wielki ulubieniec. Zestaw startowy mam z NeoNail, ale używam też Semilaca i NoxNails. Nie umiałam się przekonać do hybryd, ale w końcu dostałam zestaw i pierwsze 2 razy nie były dla mnie dobre. Podniszczyłam sobie płytkę. Jednak tylko z własnej głupoty bo nie byłam wprawiona w zdejmowanie ich. Kiedy już to opanowałam - cud, miód i orzeszki. Moje paznokcie są twarde, zdrowe i nie łamią się już tak często. Używam hybryd od lutego, stale powiększam kolekcję i uczę się wielu nowych rzeczy. Naprawdę polecam!
#3 jelly highlighter / liquid drop highlighter
Wspominałam już, że mam obsesję na punkcie rozświetlaczy? No to mówię. Mam ich od cholery. Paletki, pojedyncze, w sztyfcie, a ostatnio zdecydowałam się kupić te 2 z essence. I są cudowne. Tego żelkowego używam jako bazę pod normalny rozświetlacz, a płynny jest świetny sam w sobie.
#3 Beauty blender...
z aliexpress. Za około 4 złote. I powiem tak. Są mięciutkie i przyjemne w użyciu. Ten różowy tylko puszcza kolor. Czarny za to jest cudny i jeszcze lepszy, bardziej rośnie i lepiej mi się z nim pracuje. Jakoś nie czułam potrzeby kupowania gąbki za 70 złotych. A te naprawdę mi się świetnie sprawdzają i jak widać, mam ich kilka. Będę jeszcze je zamawiać, ale będę próbować dostać inne kolory.
#4 ABH, Inglot, My Secret
Tak, kupiłam Subculture. I na wakacjach mam w planie kupić jeszcze MR. Cienie są genialne, chociaż na początku nie umiałam się z nimi obchodzić, bo są bardzo napigmentowane. Lubię też inglota, mimo, że są dość suche. Najczęściej na oczach mam ten róż, który mi ucięło, bo jest najbardziej neutralny. A na cień z mysecret trafiłam w naturze na promocji i dałam za niego coś koło 4 złotych. Bardzo mi się podoba, ma śliczny poblask i jego gramatura jest duża.
#5 Rzęski z aliexpress
Kosztowały mnie 8 złotych. Przyszły w takim pięknym opakowaniu i są po prostu cudowne. Ardellki są przy nich tak twarde. Te są miękkie, lekko uniesione i cudnie się prezentują. Jedyny minus to to, że przyszły do mnie po miesiącu, ale warto było czekać.
#6 błyszczyk wibo high gloss nr 3
Kupiłam na promocji z czystej ciekawości. Ostatnio bardziej wybieram błyszczyki niż maty i muszę powiedzieć, że ten mnie zachwycił. Nie ma drobinek, jest gładkim kolorem, w dodatku tak ślicznym
#7 pomada do brwi wibo black brown
Najlepsza pomada jaką miałam, ale zobaczę co powiem jak dostanę ABH. Ma konsystencję masełka i jak pierwszy raz się nią malowałam, byłam zaskoczona pigmentacją i tym, jak łatwo się nią pracuje. Zawsze nad brwiami potrafiłam 10 minut siedzieć, a tu nawet 3 nie spędzam na malowaniu.
#8 Herbaty
Ja już mówiłam, że kocham herbatę? Zakochałam się w tych z green hills. Uwielbiam jagodową muffinkę i za każdym razem jak jestem w biedronce rozglądam się za tą o smaku whisky, bo bym sobie z 5 paczek kupiła 😂 
*to coś do parzenia jest z ali*
#9 
Chyba mogę się śmiało przyznać że Pull&Bear to moja ulubiona marka ubrań. 1/3 mojej szafy to właśnie ciuchy od nich. Uwielbiam te promocje gdzie bluzkę można za dyszkę dostać. No cudo. 

#10 trójnóg
Nawet sobie nie zdajecie sprawy jak on ułatwia pracę. Zanim go miałam o takich zdjęciach jak były w poprzednim poście to sobie pomarzyć mogłam. A teraz wystarczy dobrze ustawić nóżki i mam genialne zdjęcia, nie musząc nikogo prosić. 

niedziela, 8 kwietnia 2018

Fangirl/Music Tag - UPDATE

Eloszka! Nie było mnie długo ale... złamałam nogę! Tak, drugi raz. Ale przynajmniej nie tą samą. 3 miesiące wyłączenia z życia. Ten czas mimo wszystko był dla mnie ważny. Bardzo ważny. Bo wiele się w moim życiu zmieniło, wyszło z niego wielu ludzi i równie wielu do niego weszło. I nie powiem bo do ulubieńcy tych miesięcy powinnam dodać tindera, discorda i youtube. Ale może o mojej przecudownej przygodzie zatrzymania się czasu, kryzysów i walce w innym poście. Może chcielibyście przeczytać o wszystkich moich przygodach?

Jednakże dzisiaj mam dla Was luźny post na początek. Związany z muzyką - czymś, bez czego moje życie byłoby nudne i bez wyrazu.
1. Ograniczasz się do jednego typu muzyki czy słuchasz wszystkiego?
Bez kitu, słucham wszystkiego jak leci. Kiedy siedzę przy książkach odpalam sobie jakąś playlistę, którą lubie i tak mi gra przez 5-6 godzin. Rzadko coś pomijam, naprawdę. 

2. Jaki typ muzyki najbardziej lubisz?
Wydaje mi się, że moim faworytem jest pop punk, co możecie zobaczyć po powyższym zdjęciu. Z całego serca pokochałam jakiś czas temu Panic! At The Disco. No zakochałam się i tyle. Adoruję absolutnie każdą piosenkę. Ale słucham też popu, ogólnie wydaje mi się, że przewijają mi się wszystkie gatunki. I do niedawna napisałabym "wszystkie oprócz rapu". Gabby zaczęła słuchać rapu! Czaicie? Polskiego rapu! Moja przyjaciółka mnie wkręciła. Nie wiem jakim cudem. Ale najbardziej przekonałam się do Taco i Quebo. Jednak w playliście mam wielu wykonawców. 

3. Do jakich fandomów należysz?
Sinners (Panic! At The Disco), Vampettes (The Vamps), 5SOS Fam, Lovatics, SPN Family. To są fandomy z którymi czuję się najbardziej związana.
 4. Ulubiona piosenkarka?
Demi Lovato, Hailee Steinfeld, Dua Lipa, Selena Gomez i ostatnio Zara Larsson

5. Ulubiony piosenkarz?
Shawn Mendes, Troye Sivan, Harry Styles, Niall Horan, Alvaro Soler, Ed Sheeran, Rick Astley.
I dodam jeszcze raperów, Quebo, Taco i ReTo.

6. Ulubiony zespół?
Panic! At The Disco, 5SOS, The Vamps, Three Days Grace, Nirvana, Kansas.

7. Wolisz spokojną muzykę czy raczej żywszą?
To serio zależy od humoru. Ja mam tak że piosenki oddają to, jak sie czuję w danym momencie (to jest chyba największa zaleta muzyki), więc lubię i taką i taką. 

8. Piosenki jakiego zespołu lub wykonawcy zajmują najwięcej miejsca w Twoim telefonie?
Bezapelacyjnie pierwsze miejsce zajmie tutaj Panic! At The Disco, no bo jakżeby inaczej. Na drugim miejscu będzie Dua Lipa, a na trzecim myślę że Taco Hemingway i Quebo.
 9. Jaki masz dzwonek na telefon?
Na początku jest dźwięk dzwonka jak z iPhone, a potem przechodzi w rytm Sweet Creature Harry'ego.

10. Jakiej muzyki nie znosisz?
Disco polo. I nie, nie mówcie mi, że przy niej się będę najlepiej bawić. Nienawidzę tej muzyki, nie potrafię jej przetrawić. No nie przemogę się, nie ma siły.

11. Lubisz śpiewać? Umiesz to robić?
Oczywiście, że lubię śpiewać. Jednak kiedy to robię mama mnie pyta czy brzuch mnie boli, że tak wyję. Brzmię trochę jak zdychająca orka.
12. Jakiej stacji słuchasz najczęściej w radiu?
RMF FM albo Antyradio. Częściej to drugie.

13. Czy jest piosenka, którą słyszałaś już tyle razy, że masz jej dość?
Despacito :)

14. Słuchasz podobnej muzyki jak Twoi przyjaciele i rodzice?
Jeśli chodzi o przyjaciół to tak, mamy podobne gusta, a z rodzicami kompletnie się nie rozumiemy w tej kwestii.

15. Ulubiona piosenka?
Raczej piosenki*
Chce się Wam tego słuchać wszystkiego? Gratuluję wytrwałości!!
I to by było na tyle. Oczywiście mam ich więcej ale nie chciałam już wrzucać całej playlisty.
Opowiadajcie co u Was. Strasznie się cieszę, że wróciłam.

środa, 30 sierpnia 2017

Back to school: sposoby na naukę i hacki - 2017

Ey! Skończyłam 1 klasę liceum i wiecie co? Całkowicie zmieniłam moje podejście do nauki. I chcę się dzisiaj tym podzielić. Bo mimo wszystko - to, czego się nauczyłam mega mi ułatwiło życie.

#1 ściągi są... FAJNE!
Tak, serio. Na moim przykładzie - chcę być makijażystką. Może mi ktoś powiedzieć, na cholerę mi fizyka? To ścisły przedmiot. Skończył mi się po 1 klasie, nie jest mi potrzebny do życia. Nawet mój nauczyciel pozwalał nam mieć telefony na sprawdzianie, bo niby "kalkulator". Nie bójcie się o ściągi w czymś, co nie jest Wam potrzebne w przyszłości. Dobra ściąga nie jest zła, a jest tyle metod, że serio jest w czym wybierać. Polecam.
#2 Dobre notatki są cenniejsze niż góra diamentów
Szczególnie kiedy przychodzi czas na naukę do sprawdzianu. Ja lubię robić tak, że piszę sobie na kartce wszystko w punktach, potem zakreślam na kolorowo i się uczę. Hack (nie odkrywczy, chyba był w jakimś serialu) - to co umiesz, na zielono. To, co średnio - na żółto a to, czego nie umiesz, na czerwono.
#3 Ćwiczenia są kluczem do sukcesu
Ja wiem, że matma jest trudna i nie chce się robić tych zadań, szczególnie przed sprawdzianem, no bo przecież robiliśmy to na lekcji prawda? No więc fun fact - taki tok myślenia doprowadził mnie do niczego innego, jak do zagrożenia w drugim semestrze. Więc serio, przerabiaj to samo zadanie po 10 razy, aż będziesz w 100 pewny, co masz zrobić i dlaczego.

#4 Wszystko zapisuj w tym zasranym kalendarzu
I mówiąc wszystko, mam na myśli wszystko. Wypracowanie na polski, kartkówkę, zadanie dodatkowe, poprawę sprawdzianu. Jeśli masz ferie, to zapisz sobie zadania, jakie masz na ten czas, bo będzie Ci łatwiej wszystko ogarnąć. Na tylnej stronie, gdzie są notatki, zrób sobie tabelkę i zapisuj oceny. To pomaga mieć wszystko pod kontrolą.
#5 Posprzątaj na biurku
Nie ma nic gorszego podczas nauki, niż brudny talerz z poprzedniego dnia, jakiś kubek i papierki. Przed nauką uprzątnij wszystko i nie chodzi mi tu o zrzucenie tego ręką, tylko o faktyczne ogarnięcie stanowiska. Otwórz okno, wpuść trochę świeżego powietrza. Weź sobie miseczkę owoców, kubek wody/soku i wtedy usiądź do nauki.

#6 Pakuj się i wybieraj ciuchy wieczorem, serio m8.
Zaoszczędzisz te 10 minut, które możesz przeznaczyć na dłuższe jedzenie śniadania, oglądanie youtube (przynajmniej ja rano oglądam youtube, pozdrawiam Admirosa, który wrzuca filmy o 7 rano), czy nawet na te 10 minut drzemki. Rano nie staniesz przed szafą: matko jedyna nie mam się w co ubrać, a prawdopodobieństwo, że zapomnisz książki zmaleje do prawie niemożliwego.

#7 Masz problem ze spóźnianiem się?
Przykładowo: z domu powinnam wyjść 7.30, żeby być 2-3 minuty przed autobusem na przystanku. Ubieram buty, patrzę na zegarek: 7.41. No i poranny jogging zaliczony. Zrób sobie playlistę, która będzie trwała na przykład godzinę ale tak, żeby kończyła się mniej więcej przed tą 7.30. Wtedy będziesz wiedzieć, kiedy wyjść.

#8 Noś teczkę!
Kserówki to moja zmora. Wszędzie. Ekonomia, pedagogika, angielski, matematyka - można zwariować. Jeszcze lepiej jest, kiedy dostaję kserówkę A4, mam je elegancko wkleić. Wkładam sobie do książki, ładnie pięknie, wracam do domu, a kserówka wygląda jakbym ją krowie z tyłka wyciągnęła. Dlatego teczka będzie dobrym rozwiązaniem. Genialnym wręcz. Jak pisałam ostatnio - wolę te plastikowe, one są nie do zajechania.

#9 Nie zostawiaj nic na później
Nie oszukuj się... "później" nigdy nie nadejdzie...
#10 Ozdabiaj zeszyty
Już nawet nie mówię o okładkach, ale o środku. Wiadomo, okładki najczęściej możecie znaleźć naprawdę już ładne, ale dla mnie osobiście najbardziej liczy się środek. Musi być przejrzyście, bo inaczej się nie odnajdę. W tym roku postawiłam na ozdabianie ich różnymi rysunkami, ozdobnymi czcionkami i tak dalej, żeby się nie pogubić. Chyba nie muszę wspominać, że dla mnie najważniejszym przedmiotem jest aktualnie angielski, więc do niego przykładam się w 150%. A nauczyciel też biorąc Cię do odpowiedzi lepiej na Ciebie popatrzy.

#11 Poczuj się komfortowo
Wracasz do domu po szkole w makijażu. Zmyj go od razu. Wiecie co ja sobie mówię? Jestem w domu i mogę w końcu być brzydka w spokoju. Nie potrzebuję się malować do odrabiania lekcji, zwłaszcza, że potrę sobie oko i mam pandę.

#12 Zrób coś, co Cię odpręża
Na przykład posłuchaj muzyki. Ja uwielbiam Sabaton, Led Zeppelin i Green Day, ale nie wybieram ich do nauki. Wyobrażacie sobie uczyć się przy Sabatonie? Najczęściej słucham sobie spokojnych popowych piosenek. Albo z mojej playlisty na spotify, albo z browse ↠ genres & moods. Możecie sobie wybrać playlisty z naprawdę wielu dostępnych kategorii. Podam Wam kilka moich ulubionych:
Dwóch pierwszych słucham, kiedy odrabiam lekcje, a tych ostatnich podczas nauki.

#13 Nauka języków
Ja bardzo mocno skupiam się na języku angielskim - w końcu idę na filologię. Ostatnio nawet dostałam komplement od faceta, który skończył drugi rok właśnie tego kierunku, że angielski mam na jego poziomie jak nie lepszy 😎 Tylko pytanie, jak to osiągnąć.

•   Ja - jak widzicie po spotify - mam ustawione aplikacje i telefon na język angielski, żeby przyswajać sobie najbardziej pospolite wyrażenia.

•   Słuchaj dużo w danym języku - kiedy sprzątasz, ćwiczysz, jedziesz do szkoły, odpal sobie kanał na youtube czy piosenki, które są nagrane właśnie w tym języku. Nawet pasywne słuchanie pozwoli Ci przyswoić intonację, słownictwo czy gramatykę. Ja w taki sposób wykreowałam sobie mój akcent.

•   Ucz się idiomów - serio, to bardzo Ci pomoże zrozumieć niektóre anegdoty czy żarty. Bo give somebody the cold shoulder wcale NIE znaczy dać komuś zimne ramię, a traktować kogoś ozięble. Tak samo once in a blue moon to nasze raz na ruski rok, a miss the boat znaczy: przegapić szansę. Tych idiomów jest bardzo dużo i nie są jakoś bardzo skomplikowane. A możecie też pochwalić się znajomością nauczycielowi. Myślę, że na pewno czy przy odpowiedzi, czy przy wypowiedzi pisemnej, dostaniecie ten punkt za bogactwo językowe.

•   Pisz najwięcej jak możesz w języku, którego się uczysz. Poprawność pisowni przyjdzie z czasem, ale pisz dużo i często.

•   Czytaj w języku, którego się uczysz. Może to być notka na jakimś blogu czy książka. Możesz też tłumaczyć piosenki, coś zawsze zostanie w głowie. Jakiś czas temu znalazłam też stronę lyrics straining, gdzie możecie słuchając piosenki po wybraniu poziomu zaawansowania, uzupełniać brakujące słowa.
*tak, mam ostatnio bardzo fazę na Charlie'go*

#14 Siedź przy tym niewygodnym biurku
Jeśli robisz zadanie, korzystasz z laptopa na łóżku, to Twój mózg nie identyfikuje tego miejsca ze snem. Dlatego siedź przy biurku, a potem wieczorem połóż sie w łóżku i od razu idź spać. Będzie Ci o wiele łatwiej zasnąć.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Back to school: new year

Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z postem back to school. Przedostatni rok obowiązkowej nauki... to takie szczęście. Potem tylko filologia angielska i zakończę podróż. Przedstawię Wam dzisiaj moje przybory i tak dalej. Nie ma tego dużo, serio, ogarnęłam, że teraz potrzebuję tylko kilka rzeczy. I to i tak za dużo. Część pewnie zostanie mi do studiów.

Plecaka nie będę pokazywać, bo mam coś lepszego - widzicie ten piórnik? Zamówiłam go na aliexpress za jakieś 8-9 złotych. Nie jest jakoś bardzo pojemny, ale ja tak dużo tam nie będę wkładała.
Jego zawartość to 2 długopisy: jeden mój ulubiony a drugi jakiś tani. Bo wiecie, pożyczycie komuś ten ulubiony, a potem albo go nie dostajecie, albo dostajecie zepsuty/pogryziony. Miałam tak z kilkoma moimi najlepszymi, nie tak tanimi :')
Oprócz tego korektor w taśmie, gumka do mazania, 2 ołówki i linijka (jest z pepco, pierwszy raz tego nie złamię). Noszę też kolorowe długopisy.
Zeszyty! W tym roku nie chciało mi się bawić w ozdabianie... poszłam na łatwiznę i kupiłam takie. Postawiłam na format A4, ale wkradł się jeden A5 do hiszpańskiego. Mam też jeden segregator - do psychologii i pedagogiki. Do rozszerzeń, które będę zdawać (biologia i angielski) kupiłam zeszyty z kółkami. Natomiast do historii mam normalne. Oxfordy kupiłam w auchanie, a inne w biedronce i pepco.
Kalendarz - odwieczny przyjaciel. Mimo, że mam dziennik elektroniczny to nie chcę zostać w kropce, kiedy zabraknie mi internetu, a ja nie wiem, czy jest sprawdzian następnego dnia. Ten kupiłam w biedronce za 20 złotych i jestem mega zadowolona. Nie dość, że jest śliczny, pastelowy i minimalistyczny, to w środku bardzo przejrzysty
Teczka! Liczę się z tym, że będę dostawała dużo kserówek. A nawet największa książka nie ma formatu A4. Dlatego zainwestowałam w taką plastikową (też aliexpress). Kosztowała około 2 złote. Ja doskonale wiem, że mogłam kupić papierową - ale szczerze? Nie chce mi się bawić w kupowanie teczki co miesiąc dwa, bo jest papierowa i szybko się niszczy. Ta nie dość, że jest urocza, to przetrwa o wiele dłużej niż normalna.
I teraz to, co będę miała w domu. 
Karteczki samoprzylepne są naprawdę super. Już wiecie o czym myślałam, pisząc że zostanie mi do studiów. Praktycznie wszystkie są z ali, tylko sówki (tesco), niebieskie paski i ta karteczka z żółtym indeksem (dostałam) się tutaj wkradły. Do tego klej w taśmie. Dużo klipsów i spinaczy! Uwielbiam zaznaczać. Dlatego kupiłam washi tape i te przybory. Pochodzą z pepco, biedronki, home&you i ali. Jak mam zaznaczone na kolorowo, poozdabiane to lepiej mi się uczy.
Oczywiście książki. Tutaj widzicie podręczniki do moich rozszerzeń. Są mega nietypowe - biologia + historia? Ale tak. Do angielskiego mam niby tylko tę, ale chcę sobie dokupić jeszcze jakieś ćwiczenia. Przyda mi się do matury.
Drugie śniadania i tym podobne. Do tego w pepco kupiłam 2 pojemniki. Lunch&go kosztował 8 złotych, a pojemnik z widelco-łyżką 5. Ten słodki kubek holo pochodzi z primarka, jednak nie znam jego ceny, bo dostałam go jako prezent urodzinowy.
Dla mnie nowy rok szkolny to też zmiana pielęgnacji. Na wakacjach moja twarz nie jest tak narażona, bo w szkole wiadomo. Wstaję bardzo wcześnie, rano jest chłodno, potem jest ciepło, wieczorem czasami uczę się do późna, lekcje lubię odrabiać na polance więc wiecie. W tym czasie używam maseczek - zazwyczaj tych w płachcie, jednak normalne też lubię. Nakładam też krem na noc i pod oczy, używam toniku i na dzień, pod makijaż żelu aloesowego. Na usta używam lanomaści, bo często mi pierzchną (zwłaszcza w zimie). Ta śmieszna maseczka ze świnką to ta puchnąca. Chcę zamówić jeszcze inne z serii i wtedy zrobić test. Jest naprawdę świetna.
Makijaż? Osobiście często lubię pomijać podkład. Na oczy nakładam cień 295 (kolekcja MS BUTTERFLY) z inglota, żeby leciutko je podkreślić. Czasami robię kreskę, ale to już naprawdę jak sama się obudzę wcześniej i mam więcej czasu. Na linię wodną nakładam beżową kredkę, w kącik wciskam rozświetlacz z tej paletki (Barry M), a na usta nakładam czasem neutralną pomadkę.
Ciuszki też są bardzo ważne. Teraz w wielu sklepach są promocje i można złapać naprawdę fajne rzeczy. Te bluzki są z Pull&Bear (mój ulubiony sklep). Obie kosztowały dyszkę, a były przecenione z 18 euro, co równa się około 80 złotych. Serio, warto się porozglądać.
I mój taki niezbędnik na długie wieczory. Film - po skończonej nauce. A do niej gorąca, londyńska herbata i ciepłe skarpety. Najlepsze połączenie!
Do której klasy idziecie? A może już skończyliście szkołę?

wtorek, 18 lipca 2017

Glitter purple cut crease

Witajcie! Dzisiaj przygotowałam trochę inny post, makijażowy. Mam też dla Was kilka fajnych rzeczy z rosegal - mianowicie pędzle, którymi jestem kompletnie zachwycona. Linki do nich będziecie mieć w recenzjach, a teraz zapraszam na post!

Mój makijaż zaczynam od brwi. Zawsze to robię. Wiem, że to dziwne, ale brwi, oczy i twarz ↠ moja kolejność. Maluję je color tattoo z maybelline w kolorze permanent taupe. Potem oczyszczam obszar pod brwiami kamuflażem z catrice w numerze 005. To pozwala mi na fajną, ostrą linię. Utrwalam włoski żelem z golden rose. Potem matuję korektor cieniem z mur - touch me.
Łapię za bazę pod cienie i będzie to color tattoo - creme de rose. Rozprowadzam ją po całej powiece aż pod brwi. Biorę paletkę acid brights z mur i precyzyjnym pędzelkiem robię linię delikatnie nad załamaniem. Przy użyciu trochę większego pędzelka nakładam trochę cienia i blenduję go kolejnym - już czystym pędzlem. Kiedy efekt jest zadowalający, przechodzę do kolejnego kroku. Na powiekę nakładam trochę białego cienia. Chwytam cienki pędzel i cień "angel" z palety flawless i na dolnej linii fioletu, śledząc ją, tworzę cienką kreseczkę. Teraz biorę eyeliner i taśmę klejącą. Przyklejam ją pod podobnym kątem jak idzie crease i maluję kreskę. Rozświetlam łuk brwiowy.
 Przechodzę do twarzy i kiedy ją kończę, dolną powiekę maluję tym samym fioletem i w kącik wciskam srebro. Teraz podkręcam rzęsy i tuszuję. Przyklejam rzęsy (Ardell 120 - Demi). Podkreślam dolne i wykańczam cały makijaż fioletowymi ustami - płynnymi pomadkami z GR 5 i 10.
Efekt końcowy:
Tymi pędzlami wykonałam też dużo innych makijaży.
 Pędzle testowałam dość długo, około miesiąca. Myłam je normalnie, jak każde moje pędzle, używałam ich praktycznie codziennie, ale też nie masakrowałam ich jakoś. Wszystkie się domywają do stanu praktycznie nowości, nie śmierdzą chemicznie, pracuje się z nimi całkowicie normalnie, nie wypada im włosie i się nie odkształcają, ale to raczej kwestia tego że bardzo o nie dbam.

Miałam te zostawić na koniec no ale nie wytrzymam, wybaczcie.
Wiecie co? Jestem oszołomiona jak cholera. Dla czystej beki zamówiłam sobie pędzle ologowane jako REAL TECHNIQUES. Przyszły. Weszłam do domu i paczka leżała sobie na łóżku. Rozcięłam ją i wyciągnęłam 4 sety "RT". Jeden dla mojej przyjaciółki. Pierwsze co zrobiłam? Wyciągnęłam laptopa i wyszukałam te sety. Sprawdziłam wszystkie możliwe literówki, błędy, niedociągnięcia i wiecie co? NIE MA ŻADNYCH. Wyglądy opakowań to pewnie kwestia zmiany designu. Moja siostra ma oryginalny złoty set i go porównałam. I co mogę powiedzieć? Nie różnią się niczym od siebie oprócz tego futerału. Werdykt? Albo trafiłam na tak cholernie dobrze wykonane podróbki, albo jest mi bardzo miło przedstawić Wam pędzle od Sam i Nic Chapman.
Plus chcę Wam powiedzieć, że drogerie trochę przekłamują te ceny. Wszystko kwestia wysyłki, bo na stronie real techniques te sety są po 60-70 złotych. Ale wysyłka to równowartość. Dlatego moim zdaniem lepiej je kupić na wycieczce w Anglii.
linki: złote | różowe | niebieskie
Chyba najsłodsze pędzle z całego mojego zamówienia to te jednorożcowe.
Ten trzonek jest piękny. Pędzle są z włosia syntetycznego, bielutkiego - co też było fajnym kryterium, jeśli chodzi o ich mycie, bo domywają się w 100%. Są bardzo miękkie, ale nie lubię pędzla do podkładu. Nic do niego nie mam, ale najzwyczajniej w świecie nie umiem nałożyć podkładu pędzlem. Zawsze mam smugi albo ciastko. Już lepszy efekt mam po nałożeniu go palcami.
(po kliknięciu tutaj obok Ciebie pojawi się jednorożec!🦄)
 *przepraszam, że mają folię, ale czekają na wysłanie*
To najlepsze pędzle jakich ostatnio używałam. Zarówno syntetyczne jak i naturalne odwalają genialną robotę. Te, które położyłam na paletce genialnie blendują. Akurat to jest koza, którą kocham. Świetnie się ją czyści i łatwo o nią dba, bo wystarczy zawinąć je po umyciu i są w idealnym stanie. klik!
Na zdjęciach mogliście też zobaczyć rybkowy pędzel którym się konturowałam. Jest on bardzo fajny. Dość sztywny - nie ma możliwości że jakoś się odkształci i będzie plama, a bardziej płaska strona może posłużyć do rozcierania. Powiem szczerze, że całe zestawy stylizowane na syrenkę są troszkę creepy, ale taki jeden jest nawet fajny.
*RYBCIA!*