sobota, 5 listopada 2016

Fav of October

Ostatnio post tego typu był w czerwcu... kupa czasu. Dzisiaj więc zapraszam na ulubieńców października!
Pierwszą rzeczą są spodnie. Są to typowe, jasne dżinsy, takie przecierane. Mają ściągacz na dole i sznurki z przodu, żeby je zawiązać gdyby były za duże. Pasują do wszystkiego i bardzo mi się podobają. Kupiłam je na targu za jakieś 30 złotych.

O tą chustę zabiegałam jak o nic innego. Ale zawsze była za droga... no 50 złotych za taki kawałek materiału to lekko śmieszne... no i jak byłam na tym targu to zobaczyłam je. Weszłam do tej budki i spytałam o cenę. Pan mówi 20 złotych. No i dodatkowo mówi, że dziewczyny chodzą do niego, kupują i mówią, że w galerii to kosztuje do 60 złotych. Jest cieplutka, miękka i długa, cieszę się mega że ją kupiłam.
Szary sweterek, który też tam kupiłam. Nie wiem, nie lubię chodzić po galeriach i szukać czegoś, co ma każdy za kolosalne ceny. Ten kupiłam za 40 złotych. Jest milutki, miękki, ma dużą kieszonkę. Przez ten kolor pasuje do wszystkiego, jest piękny po prostu.

Skarpetki. Dla mnie już idą święta. Kupiłam świąteczne skarpetki z reniferami. Zachowuję się troszkę jak dziecko ale ciiii, warto było.
 Mr Cruster, czyli kuleczki kakaowe w białej czekoladzie. Wspominałam już, że ją kocham? Dostałam ją na wymianie paczek halloweenowych z przemiłą dziewczyną z Twittera (Polecam ten portal - Ja). Baton jest przepyszny. Naprawdę go lubię i chcę jego zapas.

Sok z dyni (plus jabłka i marchewki). Widzieliście go już w poście z inspiracjami. Robiłam go z mamą i naprawdę jest świetny. Trzeba tylko dać mu trochę wody, bo jest gęsty sam w sobie. Ale warto spróbować, przepis nie jest trudny.

Płatki czekoladowe! Nieodłączny symbol każdego, zaspanego ucznia, który zwlecze się z łóżka na tyle wcześnie, żeby je zjeść. Dlaczego są w ulubieńcach? Bo jem je na śniadanie, obiad i kolację. Wszędzie się nadadzą!

Co jest wyznacznikiem świąt oprócz filmu "Kevin Sam w Domu"? Mandarynki. Nie wiem jak Wy, ale kocham te owoce i mogłabym je jeść bez przerwy... szkoda, że możemy je mieć tylko w tych jesienno/zimowych miesiącach. Co roku czekam na ich smak.
Golden Rose Liquid Matte Lipstick nr 10. Kolor "trupi" można by powiedzieć, ale mi się podoba. No i moja mama przyznała, że mi w nim ładnie. Opakowanie i aplikator są bardzo przyjemne. Jeszcze jedno mnie nakręciło. Kupiłam go przez filmik RLM o nich, ale nie wspomniała o jednym szczególe. Mają zapach cholernej, białej czekolady. My już podziękujemy, biorę wszystkie. Mam słabość do białej czekolady, a ten zapach jest tak piękny. Dodatkowo opakowanie jest prześliczne. Jest całe matowe, a GR jest błyszczące.

Velvet Matte Lipstick, nr 39 i 35. Ktoś zaraz pomyśli, że post sponsorowany przez GR. W każdym razie, na początku jesieni pojawiło się 5 nowych kolorków od 35 do 39. 35 to piękna, klasyczna czerwień. Kocham ją, czuję się w niej pewna siebie. A 39 to śliczny nudziak, lekko różowy, po prostu skradł mi serce.

Matte Lipstick Crayon (Matko Boska ile tego Golden Rose) numerki 14 i 10. 14 to delikatny kolor wpadający w brąz. Nie wiem jak go opisać, piękny jest po prostu. Natomiast 10 to naturalny, różowy kolor, który pasuje na każdą okazję. Mam dużo kolorów pomadek, ale ten jest taki najbardziej naturalny.
Dessert Zero Calorie o zapachu mlecznej czekolady. Ma delikatny, pastelowy kolor, ma ten zapach, ale nie jest on kłujący, jest przyjemny. Kosztował 4 złote i miał adnotację, że od tego deseru nie przytyję. Trzymam za słowo. Miałam z tej serii też gumę balonową. Jednak wąchając ją mogło zemdlić. Dodatkowo zostawiała takie białe smugi na ustach, wyglądałam jak trup.

Lippen Pflege, Intensiv, Isana. Zostawia na ustach dość tłustą warstwę, jednak ja lubię czuć, że mam pomadkę na ustach. Często tak przyciskam do siebie wargi bo podświadomie pilnuję siebie, żeby nie było żadnych suchych skórek. Mam słabość do obgryzania ich, zwłaszcza jak się stresuję. Kosztuje 3 złote bez grosza. Mega tania, a jaki efekt.

Żel pod prysznic z Isany. Ja je uwielbiam, zwłaszcza te sezonowe. Moim ulubieńcem jest właśnie ten, który ma śliczny zapach owoców.W tamtym roku miałam pingwinka i czekam na nowości tej zimy.

Maść pimafucort. Kiedyś pisałam o wspaniałym i niesamowitym kremie z Eveline do cery suchej. Pamiętacie? To zapomnijcie. Po miesiącu moja skóra się do niego DO CHOLERY przyzwyczaiła i znów zaczęła być taka be. Mama znalazła w domu tą maść, kazała przemyć szarym mydłem i posmarować. I wiecie co? Po dwóch dniach nie miałam ogromnej, czerwonej plamy obok nosa i suche skórki zniknęły. CUD a nie maść. Mankament jest jeden, jest na receptę. Kosztuje około 20 złotych.

Krem wiśniowy z oriflame. Kupiłam go dla mojej mamy. Używa go do rąk i bardzo go sobie zachwala. Ma słodki zapach i szybko się wchłania. Ja go biorę do szkoły, bo mam często rozpuszczone włosy, a jak zaczyna padać to smaruję je małą ilością kremu, związuję i wkładam pod kaptur. Unikam dzięki temu ich kręcenia się i przemakania.
Słoiczek. Po miesiącach pragnienia tego skurczybyka dorwałam go w galerii. Zapłaciłam coś koło 5 złotych. Mega się cieszę, bo w sumie cały czas z niego piję. Czy to herbatę, sok, kakao, wszystko. Nic się z niego nie wylewa, chyba że przez rurkę.

Świecznik z patyczków. Nie wydawał mi się jakiś piękny, ale teraz strasznie go lubię... palę w nim świeczki, daje fajne, lekkie światełko. Przykleiłam na taśmę dwustronną założoną na kubek po nutelli cienkie patyczki i gotowe. Potem obwiązałam wstążką i gotowe. Wsypałam do środka żołędzie i postawiłam świeczkę.

Edd i Lorraine Warren. Demonolodzy. Książka ma 15 rozdziałów. Opisują one sprawy prowadzone przez małżeństwo Warrenów, ale nie tylko. Dostajemy też czystą teorię, która mówi nam jak odróżnić zjawiska paranormalne, przybliża nam strategię dręczenia przez duchy, możemy też znaleźć fragment o poznaniu się demonologów. Całość jest opatrzona autentycznymi zdjęciami. Nawet jest kilka pokazujących unoszenie się czegoś w powietrzu, dematerializowanie się przedmiotów. Vera Farminga - odtwórczyni roli Lorraine Warren w filmach Obecność i Obecność 2 mówi, że jej przygotowanie do roli opierało się głównie na książce Demonolodzy. Podkreśla też, że bała się otwierając tą książkę i nigdy nie czytała jej w domu. Kupiłam tą książkę przez moje zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi i demonologią. Czytając ją uświadomiłam sobie jak mało do tej pory wiedziałam. Rzucam wszystko, zostaję demonologiem!
Przyszła na Sarnath Zagłada i Zgroza w Dunwich. To wszystko przez Supernaturala. W jednym odcinku była mowa o Lovecrafcie, to na ślepo kupiłam Zgrozę. Jednak spodobał mi się jego styl pisma i taka nutka strachu, dodatkowo stary język, który dodaje takiego realizmu. Kupując drugi tom nie byłam przekonana, bo fantastyki nie lubię i nie ogarnę. Jednak to było coś innego. To mi się jednak spodobało. Dla mnie wszystko, co jest straszne, nie ważne czy to fantastyka, science fiction czy po prostu opowieści, ma jakieś 90% szans na przejście. Lubię się bać, a potem mieć taki dreszczyk, kiedy odbija się światło i wydaje mi się, że coś stoi w kącie pokoju. Ilustracje nie każdemu mogą przypaść do gustu, bo są mroczne. Można się w nich dopatrzeć różnych, tajemniczych symboli. Spisy treści są ułożone chronologicznie. Możemy obserwować jak rozwijał się styl pisania Lovecrafta. Kupiłam je na bonito.pl, po prostu jest tam taniej.  Polecam te książki, mimo, ze nie każdy może być tak pieprznięty w tych tematach jak ja.
Ulubione opowieści:
Przyszła na Sarnath Zagłada: Ogar (The Hound, 1922), Dziwny dom wysoko wśród mgieł (The Strange High House in the Mist, 1926)
Zgroza w Dunwich: Zew Cthulhu (The Call of Cthulhu, 1926), Zgroza w Dunwich (The Dunwich Horror, 1928), Nawiedziciel Mroku (The Haunter of the Dark, 1935).
Świąteczny kubeczek. Kupiłam go w Rosmannie chyba 2 lata temu. Nadal nie ma żadnych uszkodzeń, co z moją zręcznością jest cudem. Lubię z niego pić herbatę, kiedy wieczorem czytam, bo nie muszę często chodzić i robić nowej.

Chusteczki! Nieodłączny element choroby. Dodatkowo są takie malutkie i urocze. Znowu zachowuję się jak dziecko, no ale popatrzcie na nie!

Sounds Good Feels Good. Płyta 5SOS, która niedawno miała swój roczek (chlip). Czas szybko leci, a mi ta płyta się ani trochę nie znudziła. Piosenki ma świetne. Widać, że chłopaki włożyli w nią dużo, dużo pracy. Słychać te emocje w piosenkach takich jak Jet Black Heart. Mój ulubieniec nad ulubieńce. Przez październik najchętniej słuchałam Catch Fire i Airplanes.
Na Iluzji 2 byłam z koleżanką w kinie. Czterej Jeźdźcy powrócili na ekrany. Na tym filmie nie nudziłam się i czekam na trzecią część. Nie wiem co mnie bardziej wgniotło w fotel - mistrzowskie rzucanie kartami, zatrzymanie deszczu czy to, że mój ship pod koniec okazał się prawdziwy. Film zaczyna się od retrospekcji z końca poprzedniej części, więc jeśli jej nie widzieliście (tak jak ja), to mało będziecie wiedzieć. Dwóch aktorów już znałam - Daniela Radcliffe'a i Marka Ruffalo. Muszę obejrzeć jedynkę, zanim na ekrany wejdzie ostatnia część. Nie chcę spojlerować, ale jeźdźcy wygrają!

Szajbus i pingwiny. Ulotkę wzięłam z kina i postanowiłam, że obejrzę go w domu. Historia oparta na faktach, bo owczarek maremma naprawdę uratował wybijaną przez lisy populację pingwinów. Szajbus uważany za łobuziaka stał się obrońcą malutkich, bezbronnych pingwinków. Ma wiele rozczulających, uroczych scen. Jest dobrym filmem familijnym, spodoba się też bardzo miłośnikom zwierząt.

Ghostbusters. Moje zdanie po obejrzeniu zwiastuna było jedno - nie warto wydawać tych 23 złotych na bilet. Obejrzę w domu. No a tym czasem okazało się, że efekt był całkiem dobry. Nie zdziwcie się jak powiem, że chciałam go obejrzeć tylko dla Girls Talk Boys 5SOS. Myślałam, że będzie to bardziej poważny film, no ale nie można zawsze mieć tego, czego się chce. Bardzo spodobała mi się ścieżka dźwiękowa, bo żarty były dość... dziwne? Albo jestem zbyt tępa i ich nie rozumiałam, albo faktycznie nie były śmieszne. Jednak rzyganie ektoplazmą czy jeżdżenie na tyłku wkradło uśmiech na moją twarz. Było faktycznie dużo śmiesznych, fajnych scen, ale spodziewałam się czegoś więcej. Jest to taka lekka, fajna komedia na nudny wieczór.
A Wy jakich macie ulubieńców? Jeśli zrobiliście taki post zostawcie do niego linka, chętnie poczytam.

25 komentarzy:

  1. Świetny ulubieńcy! Mam te pomadkę z isany. To już trzecia i bardzo ją lubię. Jest jedną z moich fav pomadek i do tego jest mega tania więc same plusy hahaha. Cudny ten szary sweterek:)
    Pozdrawiam,
    jestem-folta.blogspot.com ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też już czekam na święta! z chęcią spróbowałabym tego soku z dyni :)
    tyle osób poleca ten numerek 14 z GR aż chyba się na niego skuszę :) a no i 10 strasznie mi się podoba, przypomina mi kolorek z maca-stone albo od Kylie-moon, mam jednak wrażenie, że nie będzie mi za bardzo pasował :/
    no i mam też tę pomadkę zero calorie, używałam jej bardzo często w tamtym roku
    http://karik-karik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam oryginalnych pomadek, wiec Ci nie powiem, ale ze swatchy które przed chwilą ogladałam widzę, że stone jest bardziej taki ciemny, a moon bardziej brązowy. 10 to taki szary, lekko brązowy

      Usuń
  4. wow! wpadłam przypadkiem na twojego bloga i jest świetny! strasznie mi się tu spodobało. bardzo ciekawie piszesz , wygląd bloga jest estetyczny. na pewno muszę wpadać tu częściej !
    pozdrawiam,
    youboost.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, duzo tych ulubiencow. Ja rowniez lubie spodnie lekko przecierane oraz duze chusty i teh jesieni to moj zdecydowany must have. 😄
    Rowniez mam pomadke z GR w jak to powiedzialas trupim kolorze. Niestety przy mojej karnacji ona sie u mnie nie sprawdza i pomimo ladnego koloru, lezy w koszyczku nieuzywana.

    Zapraszam do mnie http://nastolatka-za-granica.blogspot.be/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ptawda, nagromadziło mi się trochę tego :D

      Usuń
  6. Cudowni ulubieńcy, jestem zachwycona twoim stylem pisania, jesteś taka prawdziwa. Opisujesz wszystko jak jest i to jest na prawdę przyjemne w czytaniu.
    Przechodząc do ulubieńców, ahh te trupie kolory - nie dla mnie bo jestem cholernie blada. Twoja chusta to cudeńko, stwierdzam, iż potrzebuję takiego targu w moim miasteczku. Słoiczek do picia, skąd ja to znam? Jestem uzależniona, przecież w nim wszystko smakuje lepiej! Świetny post!
    Luthseika xx
    www.cukiernianamodnej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Excellent post (as always)!Thank you very much :)

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW! Ile tu świetnych rzeczy :P Aż nie wiemy o czym by tu napisać hehe :D Musimy wspomnieć o pomadkach, które najbardziej zwróciły naszą uwagę :) SUPER! Buziaki kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej zaciekawiły mnie książki :)
    Cudne zdjęcia.
    verczik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. pomadki świetne ta z golden rose
    ja zrobiłam post o must haves na jesień więc również zapraszam
    obserwuję
    http://bygigisa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia w jesiennym klimacie <3
    http://allicestyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę świetni ulubieńcy ^^ Koniecznie będę musiała obejrzeć Szajbusa :D
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. O, ja się ciągle czaję na taką chustę w niskiej cenie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz - koniecznie kupuj ❤

      Usuń